Małżeństwo – przepis na szczęśliwe życie?

W polskim prawie małżeństwo definiuje się jako trwały, egalitarny związek mężczyzny i kobiety powstały z ich woli w sposób sformalizowany określony jako swoista dwustronna czynność prawna zbliżona do kategorii umów. Mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków oraz na rodzenie i wychowywanie potomstwa. Zawieranie między ochrzczonymi zostało podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu. Czy małżeństwo to pomysł na szczęście?

Recepta na szczęśliwe małżeństwo… nie wiem czy takie coś istnieje. Wydaje mi się, że wszystko zależy od dwojga ludzi, którzy weszli w związek małżeński – od ich natury, czy potrafią sobie ufać i pójść  na kompromis a przede wszystkim wybaczyć,  jak mówi Horacy:
„Aequum est peccatis veniam poscentem reddere rursus„ (z łac. „Słuszne jest wybaczyć winy proszącemu o przebaczenie”).

       Moim zdaniem, przyczyną przytłaczającej liczby rozwodów w obecnych czasach jest to, iż każdy chce rządzić każdym. Chcemy aby stanęło na naszym, a on/ona ma zaakceptować nasze zdanie. Pomimo tego, że dwoje ludzi darzy siebie nawzajem ogromną miłością, nie potrafią się dogadać w pewnych sprawach i powstają konfikty a to prowadzi do kłótni i awantur, a czasem i (niestety) do rękoczynów. Poza tym, ludzie biorą ślub bez głębszego zastanowienia i planów na przyszłość, wcale nie znająć prawdziwej natury swego wybranka/swej wybranki. Tak naprawdę dopiero po ślubie przekonujemy się kim jest osoba, którą poślubiliśmy. Będąc z sobą ukrywamy swoje największe wady.. a skoro nie jesteśmy wobe siebie szczerzy, ukrywamy nasze „prawdziwe ja” – bo pokazujemy tylko jedną stronę medalu. Dopiero po ślubie, partner daje  do zrozumienia, że mecz z kolegami jest ważniejszy niż wspolna romantyczna kolacja we dwoje, czy że dla żony liczy się stan konta po wypłacie męża bardziej, niż to czy czerpie on ze swej pracy jakąś satysfakcję. Pod wpływem tych właśnie rozczarowań dociera do nich, że to nie to… że on nie jest rycerzem z bajki w lśniącej zbroi, a ona nie jest modelką z magazynu… zdają sobie sprawę, że są z różnych „bajek”, że tak na prawdę więcej ich dzieli niż łączy. I mimo uczucia, które cały czas jakieś między nimi jest – duszą się w tym związku, ponieważ każdy ma inne aspiracje i cele (np. żona jest emancypantką i stawia na kariere zawodową, a mąż ma staromodne myślenie o rodzinie – kobieta ma siedzieć w domu, rodzić dzieci i sprzątać). Całkowicie zgadzam się ze słowami Paula Coelho, który pisze:
„Spośród wszystkich wymyślonych przez czlowieka sposobów zadawania bólu sobie samemu najgorszym jest Miłość. Cierpimy zawsze dla kogoś, kto nas nie kocha, kto nas porzucił, dla kogoś, kto nie chce nas opuścić. Żyjemy samotnie, jeśli nikt nas nie kocha: mając żonę lub męża, czynimy z małżeństwa niewolę.”

 Miłość sprawia nam ból.. jest o tyle gorszy od rany na ciele, iż dotyka sfery psychicznej.. o ile po przecięciu skóry, czy po złamaniu ciało się zregeneruje, kończyna po rehabilitacji dojdzie do sprawności, z psychiką nie jest to tak prosta sprawa. Człowiek popada w stany depresyjne.
Czasem bywa tak, że jedno z małżonków stara sie uratować małżeństwo bo dalej wierzy w tę iskrę miłości i namiętności, która rozpaliła ich serca, ale tej drugiej stronie już nie zależy. Nie każdy potrafi sobie niestety radzić z odrzuceniem czu utratą, więdz pomocy szuka w uzywkach.

Każda miłość się w końcu wypala, nawet ta największa, najnamiętniejsza. Jedni porafią sobie z tym poradzić – traktując siebie z szacunkiem, obdarzając niezmierzonym zaufaniem, traktują drugą osobę jak największego przyjaciela. Potrzebny jest im tylko partner życiowy, z którym mogą dzielić radość i szczęście. Inni oczekują czegoś więcej – potrzebują dużo ciepła, miłości i troski ze strony ukochanej osoby. Każdy człowiek w głębi ducha potrzebuje miłości, nie koniecznie od partnera, który tak na prawdę jest dla nas obcy i nagle z dnia na dzień staje się całym nanszym życiem.. ale głównie potrzebuje miłości rodzinnej. Miłości od ludzi, którzy znają nas od kołyski – na ich oczach dorastaliśmy, rozwijaliśmy, kształtowała się nasza osobowość. To rodzina zna nas najlepiej i na nikim innym nie można polegać w 100% jak właśnie na niej. Choćby człowiek był niewiadomo jak zakochany i czuł bezpieczeństwo, zrozumienie drugiej osoby, zawsze po porażce może wrócić do rodziny. Nie mówię tutaj o ludziach, którzy nie zaznali szczęścia i ciepła rodzinnego domu, bo to zupełnie onna historia. Ludzie Ci szukają „miłości na siłę”, a w zasadzie nie miłości tylko poczucia bezpieczeństwa, aby ktoś dał im namiastkę szczęścia, aby mieli zarys jak prawdziwe szczęście może wyglądać.

Czy małżeństwo to pomysł na szczęście? Szczerze w to wątpie, bo gdyby naprawdę małżeństwo dawało powszechne szczęście ludzie nie rozwodziliby się pod wpływem nieporozumienia wywołanego sprzeczką czy mało znaczącą kłótnią. Związki XXI wieku różnią się od tych, które były zawierane choćby przez naszych rodziców. Dziś każdy dąży do pieniędzy, niezależności, statusu społecznego i pozycji.. nie mają czasu na miłość, a wręcz nawet druga osoba im przeszkadza, ogranicza ich wolność i chęć podejmowania nowych wyzwań. W dzisiejszych czasach miłość koliduje ze spełnieniem zawodowym. Człowiek chce żyć wygodnie i bogato, nie ma czasu na snucie refleksji na temat swego życia. Liczy się praca! A miłość przynosi zgubę!

Małżeństwo nie daje szczęścia bo prędzej czy później człowiek staje się jej niewolnikiem. Jak pisał Twardowski:
„Każde małżeństwo przypomina trzy zakony: na początku franciszkanów, radosnych, zapatrzonych w przyrodę; z czasem – mocnych w słowach i argumentowaniu dominikanów; po latach już tylko kamedułów, przestrzegających reguły milczenia”.

Na początku jest wielka miłość, której nie da się okiełznać – zalewa nas swym żarem namiętności, później zaczyna się ona coraz bardziej wypalać aż pozostaje po niej pustka.

Reklamy

11 uwag do wpisu “Małżeństwo – przepis na szczęśliwe życie?

  1. Wiele jest racji w Twoich słowach, osobiście uważam, że ten sakrament/papierek o zawarciu związku małżeńskiego jest potrzebny, wtedy trudniej się ze sobą rozstać, ludzie mają szansę COŚ ratować, bardziej się o siebie starać… ponadto chyba jakoś jednoczy i scala cały związek, zobowiązuje mocniej… to nie chodzenie ze sobą jak w gimnazjum, które można z dnia na dzień zerwać i do widzenia… Pozdrowienia 🙂

    Polubienie

  2. Wszystko co piszesz tyczy się nie tyle małżeństw, ale generalnie tzw. stałych związków.
    Szkoda tylko, że, mało kto rozumie to o czym piszesz. Szczególnie kobiety mają z tym problem, wierząc w to, że całe życie z jedną osobą musi wyglądać jak ten przysłowiowy zakon franciszkanów. Choć podejrzewam, że taki punkt widzenia prezentowały zarówno w minionym wieku jak i dziś.
    Większym problemem jest to o czym piszesz na końcu. Ta tendencja w naszym życiu, która powoduje, że związek dwojga ludzi przestaje być korzyścią, a staje się przeszkodą. Od lat mówi się o tym, że system zmierza do tego, żeby rozbić wszystkie struktury zagrażające zakusom całkowitego kontrolowania życiem szarych obywateli. Najtrudniejszą do rozbicia w tym kontekście jednostką była i jest rodzina. A obecnie rodzin zakłada się coraz mniej, a coraz więcej z nich się rozpada. Czy aby przez tę pogoń za pieniądzem nie zostaniemy za kolejnych kilkadziesiąt lat zgrają samolubnych, egoistycznych i samotnych marionetek realizujących cudze ambicje?
    Warto się nad tym zastanowić.

    Polubienie

  3. Niestety, w zdecydowanej większości przypadków małżeństwo kojarzy się ze szczęściem. Chociaż nie wiem czy niestety. Tak to już jest, że wchodząc w związek małżeński karmimy się oczekiwaniami, które – nawet gdy są sprzeczne z rzeczywistością – to biorą górę. Myślę, że z wiekiem też nie nabiera się mądrości w tym kierunku. Miłość daleka jest od racjonalizacji. A gdy nie ma miłości, to jest jednak nadzieja

    Pozdrawiam i zapraszam do przeczytania moich rozważań na ten temat
    http://czas-z-rodzina.blog.onet.pl/2013/09/17/malzenstwo-bajka-czy-nie-bajka/

    Polubienie

  4. Dlatego warto dobrze przemyśleć decyzję o małżeństwie. Jestem zwolenniczką mieszkania ze sobą przed ślubem i nie oglądania się na księżulków pieprzących głupoty, że to nie wypada i bozia pokarze. Nie można się dobrze poznać będąc ze sobą z doskoku, raz w tygodniu w kinie i raz w kawiarni. Jak nie pomieszkasz z facetem przynajmniej roku – gówno o nim wiesz.

    Polubienie

  5. Moja droga! Ani małżeństwo, ani tzw. „wolna miłość” („jesteśmy ze sobą dopóki jest miło, zresztą ludzie nie są z natury monogamiczni” – i tym podobne pseudonaukowe teorie) NIE SĄ gotowym przepisem ani na szczęście ani (co z uporem przypisujesz KAŻDEMU małżeństwu) na nieszczęście. Znałam wiele szczęśliwych małżeństw (a od kiedy to przyjaźń, zaufanie, itd. PRZECZĄ „miłości”? Czy „miłość” to te kilka minut, które można dostać u pierwszej lepszej prostytutki? Myślę, że wszystko to, co z taką pogardą odróżniasz od „prawdziwej miłości” to są właśnie jej SKŁADNIKI:)) – i wielu nieszczęśliwych, wypalonych, samotnych (na starość) ludzi, którzy całe życie gonili za wielką namiętnością, co to miała nigdy się nie skończyć. Różnie bywa. Wiesz, z miłością jest jak z gotowaniem. Można mieć DOSKONAŁY przepis (z tych, co to „wszystkim się udają”) – a jednak schrzanić wszystko. Nie wina to przepisu, lecz kucharza. Tak samo z małżeństwem – nie jest to „przepis uniwersalny”, magiczny – tworzą je LUDZIE i to TYLKO od nich zależy, czy im się uda. Poza tym błędem jest sądzić, że w małżeństwie/trwałym związku możliwa jest tylko „droga w jedną stronę” – od „szalonej miłości” do nienawiści (w najgorszym razie) lub obojętności (w najlepszym). Miłość jest jak przypływy i odpływy – te wszystkie fazy mogą się powtórzyć, jeśli tego chcemy (biolodzy odkryli, że każdy związek przeżywa kryzys lub wzrost mniej więcej co 3-4 lata – tyle wynosił w czasach prehistorycznych odstęp między kolejnymi dziećmi – mężczyzna wówczas odchodził, lub zostawał i mieli następne:)). Sama byłam już zakochana w moim mężu co najmniej kilka razy. Moja babcia bardzo kochała mojego dziadka przez 40 lat ich małżeństwa, podobnie kochają się moi rodzice. Dlaczego miałabym nie wierzyć, że to możliwe? Wiesz, ja jestem niepełnosprawna. I co? Mój mąż jest ze mną, bo się mną „opiekuje”? Nie, moja droga. Opiekuje się mną właśnie dlatego, że mnie KOCHA.

    Polubienie

    1. never.nmind

      Zawsze są dwie strony medalu. Nie mówię, że WSZYSTKIE małżeństwa są beznadziejne i rozsypują się z biegiem czasu, bo znam też małżeństwa, które mimo niezłego stażu dalej się kochają. Nic nie jest albo czarne albo białe.

      To jest tylko moja refleksja na ten temat 🙂 W mojej wypowiedzi chodziło mi głównie o skontrastowanie tego tematu, bo wszyscy opisują miłość i małżeństwo jako coś niebiańskiego – ja chciałam pokazać, że rzeczywistość bywa okrutna, i nie zawsze jest jak w bajce.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s