Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!

       Od lat zastanawiam się czym dla mnie jest miłość. Bo prawda jest taka, że nie potrafię jej zdefiniować. Nigdy nikogo na tyle nie kochałam aby móc opisać to uczucie? Być może, choć z drugiej strony, nie trzeba czasem próbować aby wiedzieć że coś jest dobre czy złe. 

Miłość uważana jest za najważniejszą cnotę – cel, do którego dąży każdy człowiek aby nadać swemu życiu sens… Tylko właśnie, czy tylko miłość sprawia, że nasze życie ma sens? Czy to oznacza, że człowiek bez miłości jest wrakiem? Dlaczego na wstępie mamy kategoryzować ludzi i ich podejście do życia? To, że ktoś nie kocha, nie znaczy wcale że jego życie jest jak papka która nie ma ani smaku, ani zapachu. Moim zdaniem istnieją ważniejsze cnoty od miłości – przyjaciele, rodzina… oni również dają nam szczęście i poczucie spełnienia, że nasze życie jest coś warte. Miłość to miks reakcji i hormonów które wywołują u nas poczucie odurzenia drugą osobą – podobny stan osiągniemy objadając się czekoladkami, poziom endorfin (czyli hormonów szczęścia).
          A teraz bardziej poważnie. Prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego jak „definicja miłości”. Są to indywidualne odczucia, które mają znaczący wpływ na nasze reakcje i zachowania. Nie rozumiem, gdy ludzie ze zdziwieniem i oburzeniem reagują gdy ktoś im opowiada o swoim związku i łączącej partnerów relacjach – bo przecież to nie jest prawdziwa miłość według niego/niej! Ohh ile razy miałam ochotę walnąć komuś w twarz za krytykę czyjegoś podejścia do związku. Bo przecież liczy się to, aby partnerzy byli szczęśliwi a nie ludzie naokoło.  Przecież na odczuwanie i rozumienie miłości wpływ ma także nasze podejście do życia, przynależenie do kultury, wyznawane wartości… 

„O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słod­ka i ma kształt. Spróbuj zde­finiować kształt gruszki”
A. Sapkowski

Miłość z jednej strony taka prosta i piękna, a z drugiej złożona/skomplikowana, która potrafi popalić i nie raz doprowadzić do łez. Ciężko doprowadzić do stanu równowagi w miłości – bo zawsze jedna ze stron angażuje się mocniej. No właśnie… kolejny problem. Kochać czy być kochanym? Idealnym i prawidłowym podejściem jest spełnienie tych dwóch aspektów, ale co się dzieje wówczas gdy właśnie jednej bardziej zależy, bądź bardziej kocha?  To jest zawsze niekomfortowe poczucie świadomości, że druga osoba nie odwzajemni w pełni naszych uczuć… gdy tak bardzo chcemy powiedzieć „Kocham Cię”, „Potrzebuję Cię”, „Jesteś moją osobą”, ale wiemy, że druga osoba, nie odpowie nam tym samym… więc przemilczamy pewne kwestie, dla własnego dobra i dobra drugiej osoby. Bo po co mamy się katować odpowiedzią milczenia, na tak ważne wypowiedziane przez nas słowa? Jest też druga strona medalu… kiedy jedna osoba, jest kompletnie zaślepiona i nie widzi tego iż druga strona nie do końca angażuje się uczuciowo w ten związek… zaślepienie/zauroczenie = klapki na oczach? A może, tak po prostu wygodniej? Otrzymywać namiastkę miłości, nie musząc dawać nic w zamian.

W sumie… Żal mi jest osób, które na siłę szukają miłości bo myślą, że dzięki temu zyskają na wartości. Poczucie, że tylko miłość wypełni ich pustkę i napełni hmmm szczęściem. Nie neguję miłości, żeby nie było, tylko nie rozumiem tego dzikiego szału pożądania jej. Miłość jest cholernie trudnym maratonem pełnym wyrzeczeń, poświęceń i zaangażowania. Na miłość trzeba zasłużyć i ją pielęgnować gdy już się ją znajdzie, a nie żyć na siłę próbując być szczęśliwym, karmiąc się złudzeniami, że tak to ma właśnie wyglądać… bo ważne, że nie jestem sam/sama.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s